niedziela, 13 listopada 2011

Do domu :c

Jaaaak się nie cieszę. Chcę tu zostać! Tak, w pięknym pokoju nr. 3. (Ja jebie, co tu za syf jest. Rzecz jasna, nie ma kto sprzątać. Znaczy z nas, bo żadna dupy nie ruszy, aby ogarnąć ;] )

Wczoraj wyszłyśmy z pensjonatu pełne radości, gdyż wybierałyśmy się do Mount Blanc (Mmm..pycha. Fakt, faktem, że jest tam w pizdu drogo, ale kawiarnia jest epicka.) i do skelpu, po słodycze na noc. Niestety, nie było miejsca, ludzie wylewali się nawet przed kawiarnię. Nic nam nie pozostało, wzięłyśmy białe, gorące czekolady na wynos i ruszyłyśmy do sklepów. Może to nawet lepiej, że nie było miejsc, bo było ciemno jak w dupie już, a my miałyśmy spory kawałek do pensjonatu. Co nie wyklucza tego, że wciąż do pokonania zostały te piekielne górki. Przeszłyśmy je szybko, kulturalnie i nawet nas zadyszka nie złapała.


A tak na serio, to pod te górki, już się czołgałyśmy, i wyklinałyśmy, że mogłyśmy tak daleko nie schodzić.
Oto sympatyczne uroki, panicznego zwalniania się z WF-u.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz